czwartek, 15 grudnia 2016

Sześć barw grozy - Jerzy Siewierski

Czekając na książkową paczkę wypchaną Sagą o Kotołaku i innymi smakowitymi lekturami, postanowiłam sięgnąć po pozycję z serii "uratowane ze strychu". Jakiś czas temu, zostałam bowiem szczęśliwą posiadaczką pokaźnej sterty książek, która wcześniej należała do bardzo szczęśliwych ludzi. Tak się jednak złożyło, że osoby te raz na zawsze rozdzieliła zbyt szybka jazda na motocyklu. Niechciane książki, wraz z innymi ciekawymi gratami wylądowały na strychu. Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, ale taka osobista biblioteczka może wiele powiedzieć o właścicielu. Nigdy nie poznałam tych ludzi. Przeglądając książki, zastanawiałam się, które z nich należały do Niej, a które do Niego. Które były nieudanymi upominkami, a które po prostu wypadało mieć. Literaturę science fiction podświadomie przypisywałam Jemu. Tak samo Przygody dobrego wojaka Szwejka. O Alice Murdoch i Alicję w Krainie Czarów posądzałam Ją. A może było zupełnie odwrotnie?

W każdym razie, postanowiłam wyszukać spośród tego książkowego spadku autora, o którym wcześniej nie słyszałam. Padło na Jerzego Siewierskiego i jego Sześć barw grozy. Zachęciła mnie oczywiście klimatyczna okładka, słowo "groza" oraz fakt, że książka potrzebowała natychmiastowej reanimacji (uwielbiam sklejać grzbiety i posyłać obluzowane strony tam gdzie ich miejsce). 

I to by było na tyle jeśli chodzi o zalety tego zbioru opowiadań. 

Książka jest napisana archaicznym językiem. Trochę na siłę, ale ostateczny efekt nie jest zły. W każdym razie, autor dosadnie podkreśla, że większość z historii rozgrywa się dawno, dawno temu... Dużo większym problemem jest fabuła. A raczej jej brak. Przedstawię to na przykładzie dwóch opowiadań.

1. Zwierciadło Wenus
Był sobie chłopak, który zakochał się w kurtyzanie. Kurtyzana obiecała mu seks za lusterko. Amant przynosi lusterko, a ona w nie patrzy i zamienia się w starą wiedźmę. On już nie ma ochoty.

2. Zemsta zza grobu
Młody dziedzic wraca po latach na swoje włości. Dowiaduje się, że nad jego rodem ciąży klątwa. Kilka dni później nocą odwiedza go tajemnicze dziewczę. Nie chce zostać całą noc (nie wypada!), więc młodzieniec ją odprowadza. Już nie wraca. Rano sługa znajduje jego trupa.

I tak mniej więcej wyglądają te opowiadania. Przy pierwszych dwóch czekałam, aż wreszcie coś się wydarzy, aż tu nagle - ostatnia strona. Koniec. Później porzuciłam większość nadziei. A powinnam była całą, bo niestety żadna z historyjek nie okazała się niespodziewanym przebłyskiem talentu.

Przeglądając internety, natknęłam się gdzieś na porównanie pana Siewierskiego do Edgara Allana Poe. I to była prawdziwa groza!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz